Menu

Bearded, inked and awesome

czyli życie faceta po trzydziestce... Blog nie tylko o brodzie i tatuazu.

Mój Runmageddon!

beardedinkedandawesome

18814536_1389787777734886_8808035572147044350_o

Udało się! Dotarłem do mety i żyję!

Pierwszy start w Runmageddonie za mną.

 

Jakiś czas temu postanowiłem, że zrobię coś dla siebie i na urodziny sprawiłem sobie prezent – start w Runmageddonie. Biorąc pod uwagę fakt, że nie lubię biegać (i nikt mnie do tego nie przekona) – zapisałem się na tzw. Intro – 3km i minimum 15 przeszkód (chociaż było ich faktycznie chyba ponad 20). Było trochę stresu, ale się udało.

Bieganie jest dla mnie swojego rodzaju karą za 17 lat palenia. Pewnego dnia wyszedłem pograć z dzieciakami mojej siostry w piłkę i stwierdziłem, że moja kondycja jest fatalna. Mimo, że od dłuższego czasu byłem mniej lub bardziej związany z różnymi sportami, moja wydolność była beznadziejna jak polska komedia romantyczna. Postanowiłem biegać. Słyszałem, że zakocham się w bieganiu, że nie będę mógł bez niego żyć – jasne. Od samego początku było ciężko z motywacją, więc postanowiłem postawić sobie cel – zapisałem się na Biegnij Warszawo 2016, czyli 10 km biegu ulicznego. Miałem 3 miesiące, żeby się przygotować i wszystko szło dobrze, w zasadzie do ostatniej chwili. Bieg miał się odbyć w niedzielę. W piątek przeciąłem nogę i musieli mi założyć szwy. Ze startu nici.

Ostawiłem bieganie na okres zimowy. Nikt nie zmusiłby mnie do dobrowolnego wyjścia z domu, żeby biec bez celu na mrozie! Później była byle jaka wiosna, to też wychodzić się nie chciało. W końcu zdecydowałem się na Runmageddon i to wyciągnęło mnie w teren, żeby trochę potrenować. Nie chciałem po prostu dać dupy przy tylu ludziach ;)

 

Sam bieg – zajebisty! Mega fajna atmosfera! Masa pozytywnych ludzi, na których faktycznie można było liczyć w trudnych sytuacjach, a takich nie brakowało. Ostatnie 100 metrów (6 przeszkód pod rząd) mnie prawie zabiło, ale było warto. Satysfakcja niesamowita i mimo, że dla niektórych Intro może wydawać się marnym wyzwaniem, to czułem się jak mistrz świata. A słowa Żony „jestem taka dumna” – bezcenne.

 

Wiecie jak ważne jest stawianie sobie nowych wyzwań. Żeby się rozwijać musimy próbować ciągle nowych rzeczy. Niestety, próbowanie nowego smaku lodów, to nie jest dokładnie to, co mam na myśli. Kiedy ostatnio robiłeś coś pierwszy raz? Czas najwyższy!

Czy polubiłem bieganie? Nie do końca mogę tak powiedzieć. Zaakceptowałem je i żyjemy sobie w zgodzie. Nie jestem nim zajarany, ale nie boję się też wcisnąć w buty i przebiec kilka kilometrów.

Co do samej imprezy - jeśli zastanawialiście się kiedyś nad startem w Runmageddonie, ale nie mogliście się zdecydować, to naprawdę warto!

Nie ma opcji, że się nie uda – ludzie na trasie nie pozwolą Ci na to!

 

P.S. Mój blog staruje w Plebiscycie Męski Blog Roku Men’s Health 2017. Bardzo proszę o Wasze głosy! Głosować można codziennie na stronie http://www.menshealth.pl/meski-blog-roku-2017/szczegoly-bloga/Bearded-inked-and-awesome,10213

Wielkie dzięki!

Pozdro!

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • olaksnddh

    Cześć, masz zupełną rację, warto stawiać sobie wyzwania, nawet jeśli nie oznaczają one w zupełności czegoś przyjemnego. Wyzwania nas kształtują i naprawdę duży plus za odwagę i pokonywanie własnych słabości. Gratuluję, oczywiście zagłosowałam, ja jestem początkującą blogerką i mogę na razie tylko pozazdrościć ; ) Pozdrawiam!

  • beardedinkedandawesome

    Dzieki i powodzenia! :)

  • Gość: [Paweł] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    Bardzo ciekawy blog. Gratuluję bloga i biegu! Biegania jeszcze nie kocham i nie rozumiem:)

  • beardedinkedandawesome

    Dzieki! Ja myśle, ze nie pokocham biegania nigdy ;) ale wiem, ze dobrze mi to robi :)

© Bearded, inked and awesome
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci